„Szedłem
właśnie Stale Street w Chicago pomiędzy
baseballistami. Po drodze Van Banren Street.
Usiedliśmy i słuchaliśmy Monroe; był to dawny szuler
i oszust".
Na pewno doskonale znasz biblijne historie
apostołów, szczególnie Pawia, który poświęcił całe
swoje życie głoszeniu ewangelii Jezusa Chrystusa. Z
pewnością słyszałeś wiele historii o niesamowitych
wyprawach ewangelizacyjnych takich ludzi jak John G.
Lakę czy Reinhard Bonnke, lecz nie wiem czy zdajesz
sobie sprawę, z lego co to znaczy być do końca
posłusznym Bożemu powołaniu; powołaniu, które i ty
posiadasz.
Poprzez serię przedstawiającą historie życia ludzi,
których Roberts Liardon nazwał Bożymi Generałami,
spróbujemy ci ukazać życie wierzących, którzy poszli
śladami pierwszego Kościoła, a których ja nazwałem
apostołami czasów końca. Czy rzeczywiście godni są
tych tytułów? Przekonaj się sam!
Billy Sunday był, można śmiało powiedzieć,
najbardziej barwnym, niekonwencjonalnym i
charyzmatycznym ze wszystkich ewangelistów początku
XX wieku.
Urodzony w 1862 roku, w amerykańskich slamsach w
stanie Iowa, poprzez proste poselstwo wiary
przyprowadził do Jezusa miliony Amerykanów.
Pragnieniem jego było - stać się „Bożym olbrzymem".
Swój cel Sunday osiągnął, można by powiedzieć wbrew
ludzkiemu rozsądkowi.
Billy był wiejskim chłopcem, któremu ojciec zmarł
podczas wojny domowej w miesiąc po jego urodzeniu.
Jako sierota Sunday uzyskał podstawowe
wykształcenie, następnie pracował w. charakterze
dozorcy, zanim otrzymał szansę stania się zawodowym
baseballistą w utytułowanym zespole Chicago Wbite
Slocltings. Sunday siał się wkrótce wielką gwiazdą
amerykańskiego baseballu. Bijąc wiele rekordów
zapisał wielką karierę sukcesów w tej dziedzinie
sportu.
Billy mógłby kontynuować swoją obiecująca karierę
zawodowego baseballisty, gdyby... nie dokonał swego
największego biegu wżyciu - biegu w kierunku krzyża
Chrystusa.
Tak on sam opowiadał o swoich przeżyciach: np
pewnego niedzielnego wieczora z kilkoma znajomymi
coś wypiliśmy, następnie minęliśmy róg State i Sara
śpiewała hymny, które kiedyś już słyszałem.
Mężczyzna powstał - nazywał się Harry.
Harry Monroe kończył swoje poselstwo. Billy odwrócił
się do mężczyzn, którzy stali za nim i powiedział: „
Chłopcy, żegnam się ze swoim starym życiem ".
Po kilku dniach Sunday powrócił na spotkanie
prowadzone przez Harrego Monroe i zdecydował się
publicznie wyznać Jezusa jako swojego osobistego
zbawcę.
„... podążałem za Chrystusem od tamtego dnia poprzez
wszystkie
dni mojego życia, jak łowczy pies będący na tropie
zwierzyny. I będę
tak trwał aż do dnia, kiedy On osobiście te/prowadzi
mnie przez
perłową bramę przed oblicze Ojca... ". Tak wspominał
później Billy.
Znamiennym jest fakt, że wkrótce w całych Stanach
ciężko byłoby znaleźć człowieka w jakikolwiek sposób związanego
z baseballem,
który nie wiedziałby, że Billy Sunday stal się
chrześcijaninem - tak
silne było jego świadectwo!
Wtedy, było to w 1891 roku, zdecydował się
pozostawić baseball i całkowicie oddać się służbie
Jezusowi. Mocno odbiło się to na jego sytuacji
finansowej. Z 500 dolarów miesięcznie jego dochody
zmalały do 83. Był to zarobek ledwie wystarczający
na utrzymanie rodziny, lecz praca ta dawała bardzo
dobre przygotowanie do późniejszego powołania go w
pracy ewangelisty.
Sunday rozpoczął swoją służbę głosząc na
zgromadzeniach w kościołach i namiotach. Później
używał większych budynków, wypełniając ostatecznie
wielkie hale i audytoria. Jego kazania były
początkowo osobistym świadectwem, później rozpoczął
głosić: „Pan nie jest zmuszony do tego, aby używać
teologów ...On może użyć każdego człowieka dla
wypełnienia swoich planów".
W 1905 roku Sunday usługiwał jako starszy zboru w
kościele prezbiteriańskim. Ważną rolę w jego służbie
odegrała żona, którą poślubił w 1888 roku. Była z
nim zawsze, nigdy nie podejmował decyzji bez
konsultacji z nią.
Podczas jednej z pierwszych serii spotkań
ewangelizacyjnych, które prowadził, jakiś mężczyzna
powstał i wściekle krzyknął: „Niech padnę martwy,
jeśli tu jest Bóg!". Mężczyzna ten natychmiast padł
martwy na ziemię.
W ciągu ośmiu dni 268 dusz zostało zbawionych dzięki
tej potężnej manifestacji Bożej mocy.
Sunday wspominał później, że widział około
dwudziestu podobnych incydentów w czasie jego
służby.
Billy Sunday znany był jako człowiek
niekonwencjonalny, a w niektórych kręgach jako
niezbyt kulturalny, szczególnie, gdy rozbijał
krzesła, aby bardziej uwidocznić sens swojego
kazania. Choć jego poselstwo zbliżone było do
nauczania innych ewangelistów - to nie ma
wątpliwości, że Sunday był namaszczony przez Boga.
Posiadał niepowtarzalny styl. Potrafił świetnie
kierować uczuciami słuchaczy. Znany był ze
zdolności dosięgania ludzi wszystkich klas
społecznych. Na przykład w 1917 roku Sunday został
powołany do głoszenia w Nowym Jorku, nazywanym
dotąd w kręgach chrześcijańskich „cmentarzem
ewangelistów". W efekcie jego usługi dwa miliony
ludzi usłyszało ewangelię - byli to bogaci i
biedni, mniej i bardziej oświeceni. 98 000 osób
spośród nich wystąpiło, by
przyjąć Jezusa!
Oprócz zdolności zdobywania dusz, Sunday znany był z
umiejętności uzyskiwania pieniędzy dla Królestwa
Bożego. Był w tym „dobry" do tego stopnia, że w
czasie l Wojny Światowej, prezydent Woodrow Wilson
osobiście zaprosił go do Białego Domu, gdzie zwrócił
się z prośbą o poparcie wysiłków wojennych.
Wśród dodatkowych osiągnięć Sunday'a należy wymienić
wybudowanie 200 budynków kościelnych o pojemności
od l 500 do 22 000 miejsc. Wprowadził również wiele
pomyślnych rozwiązań związanych z ewangelizacją,
między innymi zwyczaj umieszczania obok głównej
platformy (do której podchodzili grzesznicy w
momencie apelu o nawrócenie) miejsca nazywanego
„pocztą ", służącego do wysyłania nazwisk
nowonawróconych do lokalnych pastorów.
Billy Sunday nazywał grzech takim jakim on był.
Stawiał czoła hipokryzji bez cienia bojaźni. Był
bezkompromisowy w swej wierze i wypełnianiu
powołania.
„Cioszę dla pokolenia, w którym żyję - mówił- Pragnę
zwiastować ewangelię tak zrozumiale, aby człowiek
mógł przyjść prosto z fabryki i nie musiał brać ze
sobą słownika ".
Robert Michalski |
|