|
Howard Carter (1891-1971)
Prorok Boga
Najwyższego
|
|
Pewien młody kaznodzieja, jak zwykle w ten
dzień tygodnia, siedział w kościele w stanie Teniteee (USA). Nazywał się Lester
Sumrall, a jego serce przepełnione silnym pragnieniem służenia Panu. Choć nie do końca potrafił zdefiniować swoje powołanie jednego był pewien, nie mógł tego zignorować.
Jego wzrok spoczął na
człowieku prowadzącym usługę uwielbienia, gdy przed jego oczami
zaczął się rozmywać. Ujrzał niezliczony tłum Chińczyków, Hindusów,
Malezyjczyków, Indonezyjlian, Afrykan, Latynosów,
Europejczyków i mieszkańców wysp n przemówił do niego: „Oto
ludzie, którzy brną w swym marszu wieczności. Nie ma innej
drogi, wszyscy oni obrali ten sam kierunek ich marszu, którym jest
wieczność".
Lester nie miał, jak dotąd okazji odwiedzić
żadnego ze zamorszczerze mówiąc nie miał nawet paszportu wiec
świat, który iczał się do jego rodzinnych okolic i może
kilku filmów, które zobaczyć w kinie. Widok tych wszystkich,
tak egzotycznych icji, wywierał niepowtarzalne wrażenie. Nagle
jego ekscytacje i Pana: „Oto wszystkie narody świata na swej
drodze ku wieczności/ Czy chcesz zobaczyć ich przeznaczenie?" W mgnieniu oka
w górę pozostawiając za sobą swoje ciało.
i3C się z potężną prędkością ponad głowami, ospale
masze
X Kującego thimu, nagle dostrzegł, iż część
ludzi skręciła w bok z drogi
^życia. „Panie gdzie
oni idą?" z niepokojem w głosie zapytał Lester. „To sprawiedliwi, zmierzający ku życiu wiecznemu. Na zawsze porzucają własntf
AAsret7vc\* aby wejść w Moje życie". Lecz największym szokiem, młodym życiu Lester jeszcze nigdy nie doznał, był modotarł on do kresu drogi życia. Ujrzał tam ogromne na jego dnie jezioro ognia i siarki. Miliony istot ludzkich,
spokojnie maszerując, w pewnym momencie uświadamiały sobie ze zgrozą, że u ich stóp znajduje się buchające żarem jezioro ognia! Nie sposób opisać
panicznego, nieludzkiego krzyku przeklinających ludzi,
ginących bezpowrotnie w głębinach płonącego jeziora. Obraz
ten na zawsze pozostał w pamięci Sumralla. „Mój Boże, to jest straszne, okropne! Co pragniesz mi poprzez to pokazać?"
zapytał Lester. „Chce abyś zrozumiał, że jest to twoja wina" usłyszał w
odpowiedzi. Lester nie potrafił pojąć na czym miałaby polegać jego wina.
Zrozumiał dopiero wtedy gdy
usłyszał słowa skierowane przez Boga do proroka
Ezechiela: „Na stróża domu izraelskiego cię powołałem!
Ilekroć usłyszysz słowo z moich ust, ostrzeż ich w moim imieniu. Jeżeli powiem do bezbożnego: Na pewno umrzesz, a
ty go nie ostrzeżesz i nic nie
powiesz, aby bezbożnego ostrzec przed
jego bezbożną drogą tak, abyś uratował jego życie, wtedy ten bezbożny
umrze z powodu swojej winy, aleja uczynię cię
odpowiedzialnym za jego krew." (Ez. 3; 17,
18).
Gdy to prorocze przesłanie
ciągle jeszcze pobrzmiewało w jego głowie, zauważył
krew spływającą po jego dłoniach. Przerażony krzyknął:
„Zabierz to, Panie!" „Nie mogę." Na nic się zdały wszystkie możliwe wymówki, za każdym razem słyszał
podobną odpowiedź: „Musisz iść do tych ludzi, jeżeli tego nie zrobisz ich krew, już na zawsze pozostanie na twoich
dłoniach."
Gdy młody Lester odzyskał
świadomość, nie było już młodego człowieka prowadzącego uwielbienie, ściślej mówiąc w kościele nie
było już nikogo, był tyko on i ... jego wizja. Następnego dnia otrzymał kolejne słowo: Jedź do Eureka Springs". Lester był posłuszny i mimo wielu przeszkód w końcu tam dotarł .
Waśnie tam miał miejsce,
pewien niewinny, jak mogłoby się wydawać, incydent.
Stojąc na chodniku przed
budynkiem kościelnym, w którym odbywały się wykłady na
temat darów Ducha Świętego, Lester nie wiedział czemu chwycił za rękaw zupełnie
nieznajomego człowieka, wypowiadając słowa, których wypowiedzieć nie planował:
„Pójdę razem z tobą przez najwyższe góry, pójdę przez
szerokie doliny, przejdę z tobą każdą pustynie, przepłynę
wzburzone morza. Gdy będziesz stary, wspomogę cię. Będę cię
błogosławił i kochał." Howard Carter, bo tak nazywał się ów angielski dżentelmen, niefrasobliwie zatrzymany przez Lestera, odpowiedział bez zastanowienia: „Chodź za mną".
To co się wydarzyło w hotelu
przeszło najśmielsze oczekiwania młodego Sumralla. W
pokoju poza nim i jego nowym znajomym, znalazł się jeszcze
jeden człowiek Stanley Frodsham. Obaj^ panowie pochłonięci żarliwą dyskusją wertowali czarną książkę o pokaźnych
rozmiarach. Sprawiali wrażenie niedostrzegać Lestera, który był już przygotowany na przyjęcie słów napomnienia od starszych braci w Panu.
Co myślisz o pracy
misjonarza?" zagadnął niespodziewanie Lestera Howard Carter. „Uwielbiam misje"
odpowiedział „...widzisz każde proroctwo zapisuję w tej
księdze, aby każdy mógł dowiedzieć się o czym danego dnia mówiłem" ciągnął swą opowieść Carter. „Dwa lata temu w
Londynie, gdy klęczałem w modlitwie, Bóg powiedział mi
aby wyruszył w świat i nauczał pośród wszystkich narodów
świata o darach Ducha. Pan wtedy przemówił do mnie:
Przygotuję dla ciebie współpracownika, który przyjdzie z daleka,
przyjdzie jak nieznajomy i wypowie te słowa: Pójdę razem z tobą
przez najwyższe góry, pójdę przez szerokie doliny, przejdę z tobą
każdą pustynię, przepłynę wzburzone morza. Gdy będziesz
stary wspomogę cię, będę cię błogosławił i kochał".
Alfred Howard Carter urodził
się w Londynie w 1891 roku. Wywodził się z rodziny o
wielkich tradycjach i uchodził za prawdziwego angielskiego
dżentelmena.
Był bardzo zdolnym dzieckiem. Gdy miał dwanaście
lat jego prace zostały wystawione w Londyńskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jako nastolatek zebrał szereg ekskluzywnych
nagród.
Gdy jako dwudziestoletni
niezwykle uzdolniony młodzieniec, bez reszty oddany i rozkochany w sztuce
przyjął Jezusa jako swego Pana i Zbawiciela w londyńskim
Kościele Chrystusa, stanął przed najtrudniejszą decyzją swego życia. Musiał
wybierać miedzy wielką karierą artysty, a powołaniem
jakie Bóg miał dla jego życia. Był to niezwykle trudny
okres, czas wewnętrznego rozdarcia w życiu Howarda
Cartera.
W końcu postanowił złożyć
swój nieprzeciętny talent na ołtarzu zbawienia i całym
sercem podążył za Chrystusem.
W mocy Ducha Świętego
Howard Carter przez lata zmagał się z wrodzoną
wadą wymowy. Nie potrafił wymówić litery „r" i na przykład
angielskie słowo „run"(czyli „biec") wymawiał
jako „one" (czyli „jeden"). Dlatego wielkim szokiem dla wszystkich jego znajomych, a nawet dla niego samego był dzień chrztu w Duchu Świętym gdy zaczął mówić innymi jeżykami, mimo
tego że były one niezrozumiałe, pobrzmiewało w nich wyraźne, czyste „r".
Choć
jeszcze przez kilka następnych lat, aż do dnia, w którym Bóg całkowicie go uzdrowił, w mowie potocznej tej jednej
litery, nie potra fił poprawnie wymówić. Chrzest Duchem
Świętym był ogromnym przełomem w życiu Cartera. Kościół w
którym narodził się na nowo nie był miejscem, gdzie można było głośno mówić o
darach Ducha. Nic w tym dziwnego był to początek
dwudziestego stulecia.
Podczas pierwszej wojny
światowej trafił do wiezienia za odmowę służenia w Armii Brytyjskiej. Właśnie w
wiezieniu Bóg coraz głębiej wprowadzał go w realia darów
Ducha Świętego. W taki sposób powstało największe dzieło jego życia „Questions & Answers on Spiritual Gifts" czyli:
Pytania i odpowiedzi na temat darów duchowych.
Książka ta stała się pierwszym w historii
Kościoła tak dokładnym opracowaniem poruszającym istotę
darów Ducha. Howard Carter nadał teologiczny kształt prawdzie, całkowicie wówczas zapomnianej i
ignorowanej. Książka ta jest dosłownym zapisem dyskusji, mającej miejsce w
Hampsted Bibie School i jak można się domyśleć składa się z pytań zadawanych
przez studentów i zwięzłych, rzeczowych odpowiedzi jej autora. Podzielona jest na dziewięć rozdziałów, z czego każdy jest poświecony jednemu z dziewięciu darów Ducha Świętego. Sam zarys tego nauczania pozostał niezmieniony do dziś dnia, podobnie zresztą jak sama książka, która zaliczana jest do najrzetelniejszych publikacji na ten temat.
„Chrzest w Duchu Świętym
jest bramą do dziedzictwa wierzącego. Brama ta prowadzi do
potężnych manifestacji mocy Ducha, która działa dla
wierzącego i przez wierzącego. Początkiem cudownej,
nadnaturalnej usługi, jest moment, w którym osoba w pełni otwiera się na Ducha Świętego. Wtedy pewnego
dnia odkryje że jest w stanie komunikować się z Bogiem w języku Ducha, mówić o tajemnych rzeczach, będących częścią rzeczywistości Ducha i doświadczać tego, czego doświadczyć w inny sposób po prostu się nie da. Osoba ta może otrzymać moc, dzięki której przetłumaczy poselstwo wygłoszone wcześniej w obcym języku, bądź dar prorokowania, uzdalniający ją do mówienia językiem wprawdzie, dla wszystkich zrozumiałych, ale za to mowa ta będzie prawdziwą poezją Ducha, ubogaconą i zainspirowaną
przez Niego" napisał w swej książce Howard Carter. Człowiek, którego świat nie był godny tak określił
Cartera Lester Sumrall, który był przez szereg lat
jego najbliższym współpracownikiem i przyjacielem.
W roku 1921 Carter został
dyrektorem Hampstead Bibie School jak mówili jego pracodawcy, miał być kimś, kto będzie piastował to
stanowisko tymczasowo, dopóki nie znajdzie się ktoś bardziej odpowiedni.
Tymczasem Carter pozostał na
tym stanowisku przez następne 27 lat, co więcej
dzięki niemu szkoła ta zyskała
międzynarodową sławę i niezwykle się rozrosła.
„Carter był człowiekiem o
wielkiej klasie. Gdy przysyłano do szkoły pieniądze,
nigdy nie przeznaczał ich na własne potrzeby,
nawet w chwilach gdy wydawało się to jedynym wyjściem. Robił wyjątek tylko
wtedy,
gdy na przekazie widniała adnotacja „do rąk własnych".
Sam nie dostawał żadnej pensji, do tego tak jak i jego studenci płacił za swój
pokój. Wierzył, że Bóg zaspokoi każdą z jego potrzeb i nigdy
się nie zawiódł"wspominał po latach Lester Sumrall.
Howard Carter był jednym z
założycieli denominacji "Assemblies of God" (Zgromadzenia
Boże) w Wielkiej Brytanii i Irlandii, do
tego w latach 192934 był wiceprzewodniczącym Rady
Naczelnej, a w latach 1934 45 jej
przewodniczącym. W 1948 roku Carter zrezygnował z funkcji
dyrektora Hampstead Bibie School, przeprowadził się do Stanów
Zjednoczonych gdzie aż do swej śmierci w roku 1971 usługiwał w
wielu kościołach charyzmatycznych oraz na dziesiątkach
konferencji
Na polu misyjnym
Najbarwniejszym okresem w życiu Howarda Cartera była połowa lat trzydziestych, kiedy to idąc za głosem Pana udał się
na pole misyjne. Przez szereg miesięcy wspólnie z swym
młodym towarzyszem Lesterem Sumrallem, przebyli tysiące kilometrów. Głosili
miedzy innymi w Australii, Nowej Zelandii, następnie w Indonezji,
Chinach, Japonii, Tybecie.
Podróżowali po bezdrożach
Syberii, Rosji, aby ostatecznie w roku 1936 dotrzeć do
Polski.
Wspólnie usługiwali w Łodzi i Wolnym Mieście Gdańsk. Carter nauczał praktycznie tylko na temat darów Ducha, choć sam nie był używany przez Boga we wszystkich z nich. W swej postawie przypominał starotestamentowych proroków. Bezsprzecznie był Bożym apostołem i prorokiem.
Robert Michalski
Źródło: „The Pioneers Of Faith" Lester Sumrall, Harrison House